Peter

“…and the painting you stole from Picasso…”
Peter Sarstedt – Where Do You Go To (My Lovely)

Opowiedz. Jak szept wypowiedział to słowo. Opowiedz.
Siedział wpatrując się w komputer, starając się znaleźć słowa, które by do niej trafiły. Jakże śmieszny wydawał mu się fakt, że siedziała obok paląc powoli papierosa, a on wdychając opary jej dymu starał się do niej mówić pisząc i nie pozwalając jej odczytać jego myśli.
Opowiedz.
Słucham? Oczy przykrywała grzywka, irytująca od kiedy tylko pojawiła się na jej twarzy. Z każdym dniem przysłaniając tę twarz na którą patrzył każdego ranka. Prawie każdego ranka.
Nic.
Co mam opowiedzieć?
Nie chcę twoich opowieści. Lekko podrapał się po twarzy, zarost pojawił się w jego życiu wyjątkowo późno, więc teraz pielęgnował to co miało udawać brodę i wąsy, podpalił papierosa w momencie gdy ona sięgała ręką po herbatę.
Zostaw.
Słucham? Jej ręka zastygła.
Zostaw. Nie lubisz herbaty.
Chciałabym się napić.
Palił masując skroń prawą ręką, lewa była oznaczona, naznaczona.
Co z twoimi dłońmi się dzieje?
Nie wiem. Wydaje mi się, że to awitaminoza.
Rozumiem. Wstała i ruszyła do kuchni, wstawiła wodę i wsypała jedną łyżeczkę zielonej herbaty do filiżanki.
Dlaczego tu przyszłaś?
Bo ty tutaj jesteś.
Nie oczekiwałem, że zostaniesz.
Ale zostałam.
Po co?
Bo chciałam z tobą pobyć.
Wcześniej… Syknął z bólu, gdy żar papierosa doszedł do jego palców, zgasił go pospiesznie.
Co wcześniej?
Nieważne. Wpatrywał się nadal w komputer. Nie mógł sobie pozwolić, aby patrzyć w jej twarz. Czy to nie dziwne, jak niektórzy nigdy nie mogą pozwolić sobie, aby spojrzeć w twarz byłych miłości.
Gdy patrzył, nienawidził jej. Teraz była tylko obłokiem, irytującym obłokiem, który powinien już dawno zniknąć.
Wróciła do pokoju i usiadła po jego lewej.
Co piszesz?
Nie chce byś patrzyła.
Rozumiem.
Usiądź tam proszę. Wskazał krzesło.
Dlaczego?
Bo chce coś napisać.
Nigdy nie mogłam zrozumieć dlaczego tak szaleńczo zakrywasz wszystko przede mną.
Przed wszystkimi.
Jak, więc masz zamiar cokolwiek napisać?
Podpaliła papierosa i powoli podeszła do półki z książkami, przechadzała się wzdłuż dotykając okładek opuszkami palców. Co chwila przystawała lekko wyciągając pojedynczą powieść.
Czy kiedyś znajdę twoją książkę na tej półce?
Być może. Nie wiem.
Mam sobie iść?
Nie wiem.
Dlaczego pozwoliłeś mi tutaj wejść?
Dlaczego nie wyjdziesz?
Bo lubię to miejsce.
Zaczął lekko stukać w stół.
Denerwujesz się?
Czy chcesz się przejść?
Wrócimy tutaj?
Zaciągnął się papierosem. Zastanawiał się czy jest sens odpowiadać kłamstwem czy może lepiej zapomnieć o tym pytaniu.
Nadal chcesz być Millerem?
Nie potrzebuję pisać, aby o tobie zapomnieć. Spojrzała na niego z rozbawieniem.
Nie. Na pewno.
Idziemy?
Tak.
Powoli się ubrali.
Wrócimy tu później? Zastanawiał się czy obrazy mogą istnieć bez ram.


About this entry